Ach, co to był za ślub.



Ach, co to był za ślub.

Ach, co to był za ślub. 

Historie pogodne, czyli marketing spamera.

Pewien młody człowiek został poproszony o bycie drużbą na ślubie swojego najlepszego przyjaciela. Wywiązywał się z tej zaszczytnej funkcji rzetelnie.... do czasu. 

Dokładnie do momentu, kiedy postanowił wykorzystać zwrócone na siebie światła reflektorów... dla prywatnych celów. Totalna prywata...
 

W samym środku ceremonii ślubnej drużba i zarazem najlepszy przyjaciel swojego niefortunnego przyjaciela w dramatycznym geście, współgrającym z powagą chwili, zwrócił się do zgromadzonych gości z prośbą o to, by stali się świadkami tej chwili, w której to on poprosi wybrankę swego serca o rękę.
 

Żeby dopełnić swojego dzieła (dla jednych), czy przelać czarę goryczy (dla drugich), ogłosił wszem i wobec, że jego Dulcynea jest w stanie błogosławionym.
 

A wtedy goście jakby zapomnieli o właśnie celebrowanej ceremonii ślubnej. Za to zgodnie zaczęli składać życzenia przyszłej pannie młodej. Tej w stanie błogosławionym...
 

W tym samym czasie obecna panna młoda w białym welonie i białej sukni zieleniała z zazdrości... w duchu. Pewnie już oczami wyobraźni przepuściła niefortunnego drużbę przez wirówkę, wymiętosiła, a na koniec zdeptała - w poczuciu zdeptanej godności - tymi śnieżnobiałymi pantofelkami ślubnymi.
 

Ale na tym nie koniec tej historii. Bo najlepszy przyjaciel swojego niefortunnego przyjaciela i drużba (który co nieco wyszedł ze swojej roli)... Tak dopiero co się rozochocił, że wcale nie zamierzał poprzestawać na tych kilku dyskretnych, co nieco spamowatych i mocno spamerskich wtrąceniach...
 

Korzystając z okazji, że jako na drużbie spoczął na nim zaszczytny obowiązek wygłoszenia oficjalnego toastu na część państwa młodych.... przeprosił za swoje zachowanie w kościele. Po to by zaraz po tym w najlepsze ciągnąć płomienną deklarację miłosną dla swojej Dulcynei...
 

Można by się zastanawiać nad jego motywacją: bezgraniczny tupet, czy raczkujący Alzheimer.
 

Zapomniał się, czy bez skrupułów wykorzystał okazję, by mieć swoje 5 minut mediatycznej sławy....
 

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ta historia wydarzyła się... naprawdę. Historia końca pewnej przyjaźni. ..
 

Marketing spamera... A może spamował spamer, dopóki nie zaspamowali spamera? #demotywatory

Pozdrawiam serdecznie 

Po prostu Baba

Komentarze

Prześlij komentarz